Są takie dni, których nie da się zaplanować.
Wracasz z wyprawy. Do warsztatu trafia kolejna para kolumn. Nie kupujesz ich z przekonaniem, że właśnie znalazłeś świętego Graala. Kupujesz je z ciekawości.
Tak było i tym razem.
Do PIODOMY trafiły Tannoy 632.
Lubię wyobrażać sobie, że każdy przedmiot ma dwa życiorysy.
Pierwszy jest prosty.
Powstał.
Został sprzedany.
Przez lata służył właścicielowi.
Potem trafił na strych, do piwnicy, na giełdę lub do komisu.
Czasami do PioDomy.
To historia, którą można opowiedzieć w kilku zdaniach.
Jest jednak drugi życiorys.
Znacznie ciekawszy.
Czy urządzenie może przegrać z własnym logo?
Są urządzenia, które przegrywają z konkurencją.
Są urządzenia, które przegrywają z upływem czasu.
Są też takie, które przegrywają dlatego, że ich konstruktorzy popełnili błędy, oszczędzali na materiałach albo zwyczajnie nie trafili w potrzeby rynku.
Ale od czasu do czasu pojawia się jeszcze inny przypadek.
Znacznie rzadszy.
Znacznie ciekawszy.
Czasem ktoś pyta, dlaczego zajmujemy się starymi rzeczami.
Dlaczego poświęcamy czas na sprzęt audio, meble, maszyny do pisania i przedmioty, które dla wielu ludzi dawno straciły swoją wartość.
Odpowiedź nie jest prosta.
Są marki, których przedstawiać nie trzeba. Gdy podczas spotkań miłośników sprzętu audio padają nazwy Sansui, Luxman czy Accuphase, rozmowy niemal natychmiast schodzą na legendarne modele, wyjątkowe rozwiązania techniczne i niezapomniane brzmienie.
A gdy ktoś wspomni o Kenwoodzie?
Nierzadko słyszę odpowiedź:
– „Chcesz pogadać o radiach samochodowych?”
I za każdym razem uśmiecham się pod nosem.
Bo historia Kenwooda zaczęła się na długo przed erą odtwarzaczy samochodowych i nawigacji. To opowieść o przedsiębiorstwie, które przez dziesięciolecia należało do światowej czołówki producentów sprzętu hi-fi, tworząc urządzenia niezwykle solidne, uczciwie zaprojektowane i dostępne dla szerokiego grona melomanów.
To również historia firmy, która nigdy nie próbowała być najbardziej krzykliwa. Zamiast tego pozwalała mówić muzyce.
Są urządzenia, które powstają po to, by po prostu działać.
Są też takie, które mają coś udowodnić.
Unitra Fonica GS-424 Adam właśnie był dowodem.
Nie był najtańszym gramofonem swoich czasów. Nie był również konstrukcją przypadkową. Powstał w okresie, gdy polscy konstruktorzy coraz śmielej próbowali udowodnić, że krajowa myśl techniczna potrafi stworzyć sprzęt nowoczesny, elegancki i mogący śmiało stanąć obok wielu zachodnich odpowiedników.
Dziś, po kilkudziesięciu latach, Adam wraca do nas nie jako relikt PRL-u.
Wraca jako świadek ambicji.
Nie ma chyba drugiego hobby, w którym tyle emocji budziłoby jedno pozornie proste pytanie:
– Czy to już jest High End?
Przez lata słyszałem je dziesiątki razy. Wśród kolekcjonerów, sprzedawców, podczas odsłuchów i zwykłych rozmów przy kawie.
Zawsze odpowiadam podobnie.
Odkładam wszystko, czym akurat się zajmuję. I dopiero wtedy zaczynam rozmowę.
Świat audio nie przypomina wyścigu, w którym istnieje jedna meta. Bardziej przypomina długą drogę. Każdy zaczyna w innym miejscu i każdy szuka czegoś trochę innego.
Jedni chcą po prostu słuchać muzyki.
Inni chcą usłyszeć więcej.
A jeszcze inni przez całe życie próbują zbliżyć się do dźwięku, który kiedyś zapamiętali i od tamtej pory nie przestali go szukać.
Niepozorny gramofon od ludzi, którzy robili gramofony dla świata
Są takie sprzęty, które na pierwszy rzut oka nie próbują nikogo uwieść.
Nie mają drewnianej plinty grubej jak blat stołu.
Nie mają ramienia, przy którym audiofile zaczynają mówić półszeptem.
Nie mają kilogramów aluminium, złotych emblematów ani legendy powtarzanej na forach od trzydziestu lat.
Przeglądając stare amplitunery, magnetofony i gramofony, bardzo często spotykam dwa niewielkie słowa:
Hi-Fi
Dziś wielu ludzi traktuje je jako ozdobny napis na obudowie. Coś w rodzaju marketingowego hasła.
Tymczasem jeszcze kilkadziesiąt lat temu był to znak jakości, o który producenci walczyli równie zaciekle, jak dziś walczy się o certyfikaty 4K, HDR czy Dolby Atmos.
Ale czym właściwie jest Hi-Fi?
Czy każdy stary wzmacniacz jest Hi-Fi?
Czy wieża z marketu może być Hi-Fi?
I dlaczego niektóre urządzenia z lat 70. spełniają te wymagania lepiej niż część współczesnego sprzętu?
Zapraszam do krótkiej podróży przez historię dźwięku.











